Platformom politycznym Berlusconiego, a nawet jego fundamentalnej ideologii, zawsze brakowało spójności. W czasie udanych kampanii mówił cokolwiek, co pozwalało mu zdobyć głosy. W czasie trzech kadencji premiera za pomocą tej samej taktyki tworzył koalicje. Jego jedynym programem była ochrona i rozwój własnego biznesu.
Na razie Trump postępuje według podobnej strategii, mówiąc wszystko, byle zdobyć kolejne głosy. Pytanie co to będzie oznaczać jeśli Trump dostanie się do Białego Domu. System równoważenia i kontroli władz zapisany w amerykańskiej konstytucji ma niezwykłą zdolność zapobiegania ekscesom którejkolwiek z władz. Ale manipulacja opinii publicznej to potężna broń w każdej demokracji, a Trump, podobnie jak Berlusconi, potrafi się nią posługiwać lepiej niż inni.
Największe sukcesy Berlusconiego – zwłaszcza w kadencjach 2001-2006 i 2008-2011 (premierem był też w latach 1994-1995) – były zasługą manipulacji mediami i opinią publiczną. Choć Włochy słyną z małego zaufania do włazy, a obywatele przeważnie z rezygnacją przyjmują do wiadomości, że każda postać publiczna robi machlojki, to Berlusconi zdołał uśpić ich czujność. W jakiś sposób przekonał Włochów, że w gospodarce i społeczeństwie wszystko idzie dobrze, choć wcale tak nie było, zwłaszcza po globalnym kryzysie gospodarczym z 2008 r. Pod jego przywództwem Włochy straciły wiele lat, bo rząd nie wprowadzał niezbędnych reform.
Jak Berlusconi to osiągnął? Przeważnie żartem, kłamstwem i uśmiechem. Kiedy to nie działało, uciekał się do przemocy, m.in. za pomocą pozwów o zniesławienie.
Niewielu magnatów medialnych – a do Berlusconiego (pośrednio lub przez rodzinę) należą główne kanały telewizji komercyjnej i kilka dzienników – tak łatwo sięgało po pozwy o zniesławienie, by uciszać dziennikarzy i innych krytyków. Słynny literat Roberto Saviano, piszący o włoskiej mafii, określił Berlusconiego jako „maszynę do obrzucania błotem” każdego, kto ośmielił się stanąć mu na drodze. (Uwaga: jako naczelny The Economist dwa razy byłem pozywany o zniesławienie przez Berlusconiego).
Trump też stosuje podobne elementy taktyki. Jest agresywny wobec przeciwników, zwłaszcza z mediów. W całej swojej karierze biznesowej często wytaczał procesy o zniesławienie. Powiedział, że jeśli zostanie prezydentem, będzie dążył do ograniczenia krytyki w mediach. Ale jego główne przesłanie jest optymistyczne, i podawane żartem oraz z wielkim uśmiechem. Jak dowiódł Berlusconi, kiedy ludzie wpadają w ponury nastrój i rozczarowanie, tak jak dziś w Ameryce, podejście takie może być niezwykle skuteczne – i to przez bardzo długi czas.
Część ekspertów, którzy porównują Trumpa do Berlusconiego, podkreśla jedną różnicę między oboma bombastycznymi miliarderami: Berlusconi ich zdaniem ma przynajmniej trochę uroku i znacznie więcej biznesowej bystrości. Ta ocena jest nie tylko zbyt łaskawa dla Berlusconiego; grozi również bagatelizacją Trumpa, uznaniem go za mniej groźnego niż były premier Włoch.
W rzeczywistości, choć Berlusconiemu z pewnością nie brak uroku, to rosnąca baza zwolenników Trumpa też coś w nim widzi, choć jest to wersja mniej uwodzicielska. Co więcej, wprawdzie Berlusconi bez wątpienia nieźle radzi sobie w biznesie, to podobnie jak Trump wielokrotnie szedł na skróty. Powiązania bliskich doradców i przyjaciół Berlusconiego z różnymi klanami włoskiej mafii są świetnie udokumentowane.
Ale to wszystko nie ma większego znaczenia jeśli chodzi o bieżące konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych. Ważne jest to, że zarówno Trump, jak i Berlusconi są bezwzględni i gotowi sięgnąć po wszelkie środki, by osiągnąć (prywatne) cele.
Dlatego lekceważenie Trumpa byłoby ogromną pomyłką: zawsze może okazać się silniejszy, bardziej pokrętny i wytrzymalszy niż można by sądzić. Jedyny sposób, by uniknąć katastrofy na skalę Berlusconiego – lub gorszej – to dalsza jego krytyka, ujawnianie kłamstwa i pociąganie do odpowiedzialności za słowa i czyny, niezależnie od miotanych przez niego obelg oraz gróźb.
Zbyt wielu Włochów wzruszało ramionami na kłamstwa i grzechy Berlusconiego, sądząc że wkrótce odejdzie i nie wyrządzi wiele szkody. Ale nie odszedł i wyrządził mnóstwo szkód. USA nie mogą sobie pozwolić na podobny błąd. Ceną wolności, jak lubią powtarzać Amerykanie, jest wieczna czujność. W starciu z Trumpem nie ma mowy o taryfie ulgowej.
Bill Emmott, były redaktor naczelny „The Economist”, jest producentem filmu dokumentalnego „The Great European Disaster Movie”.
