Angela Merkel arogancko odmawia choćby rozważenia szerzej pojmowanych interesów Europy, jeśli tylko mogłoby to zagrozić jej popularności w kraju. Jest to koszmar powracający w snach innych europejskich przywódców. Odmowa leży u podstaw nie tylko jej polityki gospodarczej i imigracyjnej, ale także zastraszania Grecji, poparcia dla dotowania węgla, wspierania niemieckiego przemysłu samochodowego w sprawie emisji spalin z silników Diesla, płaszczenia się przed Turcją w kwestii wolności prasy i marnej realizacji porozumienia mińskiego na Ukrainie. Krótko mówiąc, pani Merkel więcej zrobiła dla zniszczenia UE niż ktokolwiek inny z żyjących polityków, choć deklaruje jednocześnie swój entuzjazm dla „projektu europejskiego”.
W którą stronę ma się więc teraz obrócić rozczarowana niemieckim przywództwem Europa? Kandydaci, którzy przychodzą na myśl od razu, takiej roli nie przyjmą albo przyjąć nie mogą: Wielka Brytania sama się wyłączyła, Francja będzie sparaliżowana aż do przyszłorocznych wyborów prezydenckich, a może i dłużej, a Hiszpania nie jest nawet w stanie sformować rządu.
Pozostają więc Włochy; kraj, który długo dominował w polityce i kulturze Europy, ale obecnie uchodzi za jej peryferie. Wraca jednak do swej historycznej roli źródła najlepszych europejskich idei i przywództwa w polityce, jak również – co niezwykle ciekawe – w ekonomii.
Najlepszym tego przykładem jest sukces Draghiego, który przekształcił EBC w najbardziej twórczy i aktywny bank na świecie. Ogromny program poluzowania polityki pieniężnej, przeforsowany przez włoskiego prezesa EBC wbrew protestom Niemiec, uratował euro, obchodząc przepisy traktatu z Maastricht przeciwne monetyzacji czy „uwspólnotowieniu” długu państwowego.
W ubiegłym miesiącu Draghi jako pierwszy szef banku centralnego poważnie potraktował pomysł tzw. pieniędzy z helikoptera – bezpośredniego przekazywania mieszkańcom strefy euro nowo drukowanych pieniędzy z banku centralnego. Kierownictwo Niemiec zareagowało z furią i atakuje teraz Draghiego personalnie, jako nacjonalistę.
Mniej widoczny jest cichy bunt, jaki podniosły Włochy przeciw ekonomii „sprzed Keynesa” uprawianej przez niemiecki rząd i Komisję Europejską. W radach Unii Europejskiej i ponownie na zorganizowanej w tym miesiącu w Waszyngtonie konferencji Międzynarodowego Funduszu Walutowego włoski minister finansów Pier Carlo Padoan najsilniej i najbardziej przekonująco ze wszystkich unijnych przywódców opowiadał się za bodźcami fiskalnymi.
Co ważne, Padoan zaczął wprowadzać takie środki, tnąc podatki i podtrzymując plany wydatków publicznych, wbrew zgłaszanym przez Niemcy i Komisję Europejską żądaniom zmniejszenia budżetu. W efekcie zaufanie konsumentów i biznesu do Włoch wzrosło do poziomu najwyższego w ostatnich 15 latach; poprawiły się warunki udzielania kredytów i okazało się, że Włochy są jedynym państwem grupy G-7, w którym – jak przewiduje MFW – wzrost w 2016 roku będzie większy niż w 2015 (choć wciąż na niewystarczającym poziomie 1 procenta).
Całkiem niedawno Padoan utworzył pomysłowe partnerstwo publiczno-prywatne, które ma sfinansować dramatycznie potrzebną rekapitalizację włoskich banków. Uruchomił tę inicjatywę, nie czekając na zgodę EBC i unijnych szefów, którzy wcześniej, pod naciskiem Niemiec, blokowali plan „bad bank” – utworzenia banków służących likwidacji złych aktywów. Rynki finansowe natychmiast nagrodziły Włochy za to nieposłuszeństwo, bo w ciągu trzech dni cena akcji największego w kraju banku, Unicredit, podskoczyła o 25 procent.
Coraz bardziej stanowczy opór Włoch wobec niemieckich dogmatów ekonomicznych nie powinien być zaskoczeniem – od chwili wejścia do strefy euro kraj tkwi w niemal nieprzerwanej recesji. Ponadto Padoan, który wcześniej był głównym ekonomistą Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), jest jedynym w krajach G-7 ministrem finansów gruntownie wykształconym ekonomicznie. Lepiej niż inni zdaje sobie sprawę, że błędna polityka fiskalna i walutowa jest podstawową przyczyną niepowodzeń gospodarczych Europy i w największym stopniu odpowiada za napięcia polityczne zagrażające rozpadem UE.
Odrodzenie przywódczej roli i wiary w siebie można też zauważyć we włoskiej polityce wewnętrznej i międzynarodowej. Renzi jest jedynym europejskim przywódcą, którego partia zwiększyła swój stan posiadania w wyniku wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, a jego dominująca pozycja we włoskiej polityce jeszcze od tej pory wzrosła. W sytuacji gdy Niemcom, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii zagrażają politycy populistyczni, Włochy odwróciły się od Silvio Berlusconiego; Renzi sprawił, że zmalało poparcie dla Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd. W kraju zaczyna się dzięki temu wprowadzać reformy pracy, emerytur i administracji, co było do tej pory nie do pomyślenia.
Także w sprawach międzynarodowych Włochy wykazują więcej stanowczości. Minister spraw zagranicznych Paolo Gentiloni współpracuje ze swą poprzedniczką Federicą Mogherini, obecnie wysokim przedstawicielem UE do spraw zagranicznych, w tworzeniu bardziej pragmatycznej i skuteczniejszej polityki europejskiej w sprawach Libii i kryzysu uchodźczego. I co najważniejsze, Włochy pracują nad poprawą stosunków z Rosją po konflikcie ukraińskim i dla wzmocnienia wspólnych działań w sprawie Syrii. Wygląda na to, że kampania ta przynosi owoce: latem tego roku ma się rozpocząć stopniowe uchylanie sankcji wobec Rosji.
Biorąc pod uwagę plajtę niemieckiego przywództwa w Europie i panującą w niej polityczną pustkę, decyzja Włoch, by odegrać ważną rolę, jest z pewnością słuszna. – Milczałem dwa lata; teraz mówię – powiedział w niedawnym wywiadzie Matteo Renzi.
Czy uda się Włochom stworzyć koalicję państw o rozwijającej się gospodarce i pragmatycznej polityce, by przezwyciężyć niemiecki konserwatyzm i dogmatyzm, to się dopiero okaże. Tak czy inaczej, ekonomia polityczna Europy będzie musiała przystosować się do nowego rodzaju globalnego kapitalizmu, jaki wyłonił się z kryzysu 2008 roku. Przy odrobinie szczęścia, nowy typ bystrych i rzutkich włoskich przywódców wymanewruje nieudolne niemieckie dinozaury, których przestarzałe przepisy i doktryny prowadzą Unię Europejską ku zagładzie.
Anatole Kaletsky jest prezesem Institute for New Economic Thinking i autorem książki Capitalism 4.0, The Birth of a New Economy.
