Prezydent V Republiki Francuskiej jest – by użyć terminologii brytyjskiej – zarówno monarchą, jak i premierem. Dzierży władzę symboliczną, lecz również realną. Sarkozy’emu nie udało się przede wszystkim nadać Republice godności. Hollande poniósł klęskę w obu obszarach zarówno działania, jak i uwznioślania. Powiem wprost: człowiek, który nie potrafił zachować umiaru, został zastąpiony na stanowisku politykiem, który robił za mało. W efekcie działań tego tandemu tak bardzo potrzebne reformy strukturalne zostały odłożone na półkę albo zaczęto je wdrażać zbyt późno.
Równie rozczarowujący jest wpływ tego na sytuację w Europie. Od 1995 roku, gdy zakończyła się kadencja François Mitterranda, żaden prezydent Francji nie był równym partnerem dla kanclerza Niemiec. Wynikający z tego brak równowagi – za mało Francji, a za dużo Niemiec – to jeden z głównych problemów politycznych, z jakim zmaga się Unia Europejska.
Aż trudno nie przypisać tej rozbieżności szczęściu, jakie oba kraje miały do przywódców. W Niemczech nastawiony proreformatorsko Gerhard Schröder został zastąpiony odważną Angelą Merkel. We Francji, na odwrót, przywódca wykazujący pasywność w działaniach globalnych, jakim był Jacques Chirac, ustąpił miejsca energicznemu Sarkozy’emu, który jednak po całkowicie rozczarowującej kadencji oddał urząd niezdecydowanemu Hollande’owi – przywódcy nijakiemu.
Większość francuskich wyborców wierzy, że przyszłoroczne głosowanie to ostatnia szansa na odzyskanie kontroli nad losem własnego kraju, ponowne ożywienie wpływów Francji w Europie i zyskanie nowego poczucia celu. Ów brak zgody – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych – dotyczy formy zmian. Między reformatorami i radykałami zaznaczył się wyraźny podział. Ci, którzy chcą dokonać głębokich zmian w istniejącym systemie – zarówno na skrajnej prawicy, jak i skrajnej lewicy – odcinają się od tych, którzy dążą do zewnętrznej zmiany systemu.
Atmosfera polityczna zdominowana jest przez dwa główne wydarzenia. Z jednej strony Partia Socjalistyczna Hollande’a chyli się ku upadkowi – niczym Partia Republikańska w USA. Z drugiej – skrajnie prawicowy Front Narodowy i jego przywódczyni Marie Le Pen notują rosnącą popularność – według sondaży partię tę popiera jedna trzecia społeczeństwa, co daje jej najwyższy wynik w kraju. Wielce prawdopodobne jest więc, że Le Pen znajdzie się w drugiej turze wyborów prezydenckich.
Na szczęście jest jeden czynnik ograniczający poziom poparcia dla Frontu Narodowego. Niezależnie od siły wyborczej, jaką dysponuje Le Pen we Francji czy Donald Trump w USA, jest niemal pewne, że poniosą oni klęskę w wyścigu o najwyższy urząd w państwie. Populizm może rosnąć w siłę, a elity mogą stawać się coraz mniej popularne. Ale jeśli nie dojdzie do naprawdę tragicznych wypadków – takich jak seria zamachów terrorystycznych – po obu stronach Atlantyku zwycięży zdrowy rozsądek.
A jak przedstawia się zdrowy rozsądek w dzisiejszej Francji? Poza Le Pen dwie najpopularniejsze postaci prawicy i lewicy to najstarszy i najmłodszy spośród potencjalnych kandydatów: Alain Juppé, który sprawował funkcję premiera za rządów Chiraca, oraz Emmanuel Macron, minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Hollande’a.
Poparcie Juppé w sondażach opinii publicznej jest zadziwiająco stabilne, a Macron oceniany jest zaskakująco wysoko. Nietrudno wywnioskować, że znacząca większość Francuzów chętnie przyznałaby mandat obu kandydatom – mądremu, doświadczonemu politykowi o dużej powadze powierzyliby urząd prezydenta, zaś jego młodszemu koledze – premiera. Obaj stanowiliby doskonały międzypokoleniowy i międzypartyjny zespół, który w końcu zdołałby wprowadzić tak potrzebne reformy.
Warto przy tym podkreślić, że wielka koalicja w stylu niemieckim nie byłaby zbieżna ze sposobem uprawiania polityki we Francji, przyzwyczajonej do twardego podziału na lewicę i prawicę. Co więcej, obaj politycy odrzucili pomysł połączenia sił. Ale w polityce wszystko jest możliwe.
Minusem Macrona jest jego młody wiek oraz brak poparcia ze strony aparatu partyjnego. Popularność nie jest równoznaczna z realnym poparciem politycznym, szczególnie jeśli osoba, której to dotyczy, ma ambicje, by mocno rozhuśtać łódkę.
Atuty Juppé są zupełnie inne. Jest bardziej biegły w sprawowaniu władzy niż w jej pozyskiwaniu. Jego wrodzona nieśmiałość sprawia, że wydaje się osobą potrafiącą zachować dystans – w przeciwieństwie do Hillary Clinton w USA. Polityk ten ma też rzadką zaletę. Zważywszy jego wiek – w przyszłym roku skończy 72 lata – ma zamiar ubiegać się wyłącznie o jeden mandat i nie musi myśleć o reelekcji. Francja już chyba znalazła swego kolejnego prezydenta.
Dominique Moisi – specjalny doradca IFRI (Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych) i wykładowca Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu – L'Institut d’études politiques de Paris (Sciences Po). Autor książki La géopolitique de l’émotion. Obecnie związany również z londyńską uczelnią królewską King's College.
